Z racji tego, że mój zapał do pisania przychodzi tak szybko jak odchodzi to postanowiłam, że będę pisać jedno częściowe historie, co u mnie byłoby najlepszym wyjściem. Na jakieś dłuższe historie, które aktualnie piszę powinnam pisać stoją w miejscu i kwiczą, ponieważ nie mam na nie ani weny, ani czasu. Jak próbuję tam coś napisać to zaledwie kilka zdań na tydzień.
Mam nadzieję, że te moje wypociny, także będziecie czytać. Do następnego.
GosiaczeK
P.S. Przepraszam za ewentualne błędy, mogłam czegoś nie zauważyć.
***
Miała nadzieję, że to sen. Zły sen. Bardzo zły sen. Nie miała pojęcia ile czasu siedziała w bezruchu wpatrując się wzrokiem pełnym zaskoczenia, ale i smutku. Nie docierały do niej żadne informacje, żadne bodźce, nawet nie usłyszała jak małe dziecko jedzące lody czekoladowe płakało, bo jego mama chciała wytrzeć brudną twarzyczkę. Nie docierały do niej znaczenia przyjaciela. Najlepszego przyjaciela. Który od dawna był dla niej znacznie więcej niż przyjacielem. Ona była dla niego jak siostra. I to właśnie bolało ją najbardziej. Zdawała sobie sprawę z tego, że nigdy nie spojrzy na nią jak na dziewczynę. Dziewczynę z którą będzie wiązał przyszłość. Ślub, potem gromadka dzieci, zabawa z wnukami. Ale nie doczeka tego. Nie z nim. A on nie z nią. Tylko z tą dziewczyną co za cztery miesiące bierze ślub. Miała nadzieję, że jednak się rozejdą. Mimo wszystko polubiła tą dziewczynę. Była miła, uśmiechnięta, otwarta, wszędzie jej było pełno. Tak jak jej, tylko Evy było jeszcze więcej. Nie miała pojęcia skąd tyle energii w tej dziewczynie. Mimo wszystko coś nie pasowało Sophie w niej. Nie miała pojęcia co. Nie wiedziała tego. Miała wrażenie, że coś umknęło z jej pamięci. Chciała się dowiedzieć co to takiego.
-Sophie, czy ty mnie słuchasz?-podniesiony głos przyjaciela wyrwał ją z zamyślenia.
-Przepraszam. Zamyśliłam się.-dziewczyna wysiliła uśmiech, a brunet siedzący na przeciwko spojrzał na nią smutnym wzrokiem. Od kilku dni Sophie inaczej się zachowywała. Była zamyślona bardziej niż zwykle, mniej się uśmiechała, nie chciała przychodzić na treningi, mimo próśb jego jak i chłopaków z drużyny. Nikt nie wiedział co się dzieje z Sophie. Jego malutką Sophie, która gdzieś utraciła swoją energię życia, która była jej nieodłączną częścią życia. Miał ogromną nadzieję, że jego Sophie wróci. I to jak najszybciej.
-Co się z tobą dzieje ostatnio? Jesteś jakaś inna. Nawet trener się pyta kiedy przyjdziesz na trening, bo znowu nikt nie chce go słuchać.- zaśmiała się głośno, a Andreasowi ulżyło, bo w tej skorupce, w której zamknęła się brunetka, nadal jest ta stara, roześmiana Sophie.- To jak pójdziesz?
-To za ile macie ten trening?- zapytała poprawiając już za długą grzywkę, która wpadała jej w oczy.
-Za dwadzieścia minut!- zerwał się ze stolika, kładąc należność na stoliku, ciągnąc dziewczynę za rękę. W mgnieniu oka pokonali odległość z uroczej kawiarni do ciemnego Audi skoczka.
-Spokojnie Wank. Jak coś to wezmę winę na siebie.-śmiała się Sophie widząc jak ten zdenerwowany siedział za kierownicą.
-Gdyby nie ty, to wcale by nie było mnie na tym treningu.- Fischer zaśmiała się jeszcze głośniej, w odpowiedzi chłopak gwałtownie zahamował na parkingu przed skocznią.
-Doskonale wiem, że zrobiłeś to specjalnie Wank. Wiedz, że nie będę się do ciebie odzywać.- wyszła z samochodu posyłając mu spojrzenie pełne złości i trzasnęła drzwiami. Lecz zaraz zobaczył jej uśmiech. Po chwili i on wyszedł z samochodu, otwierając bagażnik usłyszał śmiech Sophie. Uśmiechnął się i spojrzał w jej stronę. Przyglądała się jak Richard próbuje wyciągnąć z przytrzaśniętej szyby, samochodu Severina swoją kadrową kurtkę.
-Jak ją podrę to Werner mnie zabije.- jęknął załamany Freitag.
-Ale wy macie kilka takich kurtek.- powiedziała mu Sophie tym razem się nie śmiała.
-Ale Sophie, mi zostały jeszcze dwie.
-A ile wy ich dostajecie?
-Sześć na sezon.
-Biedny mój Richi, chodź do mnie biedaku.- przytuliła go.- Biedny ty mój. -głaskała go plecach. Nagle odsunęła się od niego i wskoczyła na plecy śmiejącego się Severina, który nie miał pojęcia, że Sophie przyjechała na trening. Powiedziała mu coś na ucho, a ten z uśmiechem powiedział:
-Dla ciebie Sophie, słońce wszystko. - otworzył samochód i opuścił szybę samochodu, uwalniając kurtkę Richarda, który krzycząc, że trener go tym razem nie zabije pobiegł w kierunku domku. -Tylko co ja z tego będę miał?-stanął przed nią trzymając się za boki z uśmiechem. A stanęła na palcach i pocałowała go w policzek.
-Ale to nie wszystko Sev, pogadam jeszcze z Caren i ona tego- poruszała znacząco brwiami i podskakując pobiegła w stronę rozmawiających Wellingera i Leyhe.
-Wiesz co Wank? Mogłeś ją przyprowadzić wcześniej. Widzisz jak teraz wszędzie biega? Jest taka jak zawsze. Ona jest taka do pewnego momentu. Ale do jakiego to ci nie powiem. Sam musisz do odkryć, jeśli tego jeszcze nie wiesz.- i poszedł do domku przy okazji przyprawiając Fischer o stan przed zawałowy. Po chwili i on wszedł do domku gdzie byli już wszyscy. Prawie wszyscy. Brakowało tylko trenera. No i Sophie która roześmiana biegała po terenie obiektu.
-Uwielbiam tą dziewczynę.- stwierdził roześmiany Freund
-Ciekawe co powiesz po treningu, jak nas wszystkich wymęczy.-rzucił w niego koszulką Stephan.
-Ja nie wiem skąd ona ma w sobie tyle energii.
-Moim zdaniem to ona coś bierze.-szepnął Richard.
-Co bierze?-spytał Welli, również szepcząc.
-Żelkowe misie. -szepnął Freitag po czym złapał się za usta, tak jak wszyscy.
-Czy ktoś tutaj powiedział żelkowe misie? Kto ma żelki?- na nieszczęście skoczków trener wszedł w najmniej oczekiwanym momencie.
-Sophie.-szepnął Severin.
-Co Sophie?
-Misie trenerze. Sophie bierze żelkowe misie.
-To straszne.-zakrył usta dłonią Schuster.- A teraz ruszać zacne litery, bo będziecie za karę biegać za Sophie. A przed chwilą widziałem jak je gumowe misie, więc ma pewnie jeszcze więcej energii.
-Trener sobie nie żartuje.
-Nie Andreas, z takich rzeczy się nie żartuje. - szepnął Schuster i wyszedł.
***
-Trenerze, bo jest sprawa.
-Jaka?
-Czy Sophie mogłaby pojechać z nami do Planicy? A trener dobrze wie, że ona inaczej niż jako członek sztabu nie pojedzie.
-I co ja mam powiedzieć związkowi?
-Ekhem...Dzień dobry, ja do prezesa. To pilne. Dzień dobry, panie prezesie mam bardzo ważną sprawę. Chodzi o to, że moi chłopcy są za bardzo zestresowani przed ostatnimi konkursami i potrzebują kogoś kto rozładuje bardzo napiętą atmosferę w kadrze. Uważam, że powinna być to Sophie Fischer, która jest idealna na to stanowisko i w dodatku ma świetny kontakt z chłopcami. Jest idealna na to stanowisko. Albo pan czeka! Zrobimy to nielegalnie!
-Jak niby Richard? Do rzeczy.
-Nas, zawodników jedzie siódemka.
-No tak i co w związku z tym?
-Trener pogada, żeby załatwili nam, czyli zawodnikom, pokoje czteroosobowe i Sophie wciśniemy do jednego pokoju ze mną, Sevrinem i kimś jeszcze. Co trener na to?
-Richard jesteś nie zastąpiony. Ale jak ktoś się dowie ze związku?
-Pan serio myśli, że ich to będzie obchodzić? Wydadzą mniej pieniędzy na pokoje hotelowe i to będzie dla nich najważniejsze.
-No tak. Możesz powiedzieć o tym chłopakom, albo i nie, bo doskonale wiem, że podsłuchują. Do zobaczenia Richardzie w środę. Tylko nie zapomnijcie o niczym, a zwłaszcza ty o zapasowej kurtce.
-To nie było zabawne trenerze.
-A to miało być zabawne Richardzie?- trener wsiadł do samochodu i odjechał machając Sophie, która nagle zjawiła się obok Richarda.
-Sophie! Mam dla ciebie wspaniałe wieści, ale to za chwilę. Teraz idziesz z nami na pizzę!- pociągnął roześmianą dziewczynę do samochodu Severina, który już czekał na nich w samochodzie.
-Ale naprawdę się zgodził?- zapytała Sophie jedząc już czwarty kawałek pizzy, którą zamówiła sobie na pół z Severinem.
-Tak. I powiedział, że jestem niezastąpiony.- Freitag wypiął dumnie pierś patrząc dumnym wzrokiem na Wellingera, który nie trafił w niego kawałkiem ananasa ze swojej pizzy.
-Ja muszę jechać do siebie i to jak najszybciej! Mam w domu kubek dla Roberta z Zakopanego! Obiecałam, że mu kupię, bo Słoweńcy już jechali, a on nie był na Krupówkach i nie kupił sobie kubka, a ja obiecałam mu, że kupię ten kubek i jak się spotkamy to mu go dam.
-I masz zamiar jechać teraz do Monachium po ten kubek?
-Tak. Pa. Ja lecę. Do jutra. Zabrała swoją i Severina pizzę i wyszła.
-Fajnie. A ja zostałem bez pizzy.- załamał się Severin i również wyszedł i odjechał do domu z nadzieją, że Sophie rozmawiała już z Caren.
***
-I gdzie ty tak biegniesz? Za chwilę się zabijesz i stłuczesz ten kubek.- krzyknął Wellinger w kierunku biegnącej Sophie, prawdopodobnie w kierunku domku słoweńskich skoczków.
-Jest Robert?- spytała z uśmiechem trenera Janusa.
-Powinien być. Tylko uważaj na bałagan w środku. Ty serio kupiłaś mu ten kubek? A ten beczał mi dwa miesiące, że go oszukałaś i nie kupiłaś u tego kubka.
-Będzie miał niespodziankę. Mogę wejść?
-Pewnie. Tylko się nie zabij o...-usłyszał krzyk Sophie, nie zdążył dokończyć, bo dziewczyna krzyknęła, zamknął mocno powieki, błagając, żeby dziewczyna nic sobie nie zrobiła. Otworzył oczy dziwiąc się, że nie usłyszał huku i zobaczył jak dziewczyna jest bezpieczna i uratowana przed ciężkim uszczerbkiem zdrowia przez jego zawodnika.
-Dziękuję Peter. Dzięki tobie nic mi i kubkowi dla Roberta nic nie jest.- powiedziała, gdy już stała bezpiecznie na nogach.- Jest Robert?
-Jest, ale czekaj chwilkę.- Słoweniec wziął Niemkę na ręcę, zamknął drzwi i zaniósł do Roberta uważnie patrząc pod nogi, żeby się nie przewrócić.-Kranjec! Mam coś dla ciebie!
-Mam nadzieję, że jest o godne mojej uwagi. - skoczek spojrzał niechętnie na kolegę z drużyny,a po chwili krzyknął- Kubek z Zakopanego! I Sophie! Ale dlaczego trzymasz ją na rękach?
-Prawie się zabiła o buty Domena. Byś się najpierw przywitał z Sophie,a potem radował się z tego, że jednak kupiła ci ten kubek.
-Każdy ma swoje priorytety. Pamiętaj Peter.- powiedziała, gdy ten bezpiecznie stawiał ją na podłodze, po której leżało mnóstwo rzeczy.
-Sophie, kochana jesteś!- uradowany Kranjec wybiegł z domku, krzycząc, że ma wreszcie kubek z Zakopanego.
-Co tam słychać Sophie?
-Oprócz tego, że od wczoraj mieszkam w jednym pokoju z Freitagiem, Freundem i Wellingerem to nie jest, aż tak źle.
-Czemu z nimi?
-Jakoś tak wyszło. I mam ochotę ich zabić. Chciałam już to zrobić po godzinie.
-A jak z Wankiem?
-Błagał Wellingera, żeby się z nim zamienił, ale ten nie chciał i jest na niego śmiertelnie obrażony.
-Dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło Sophie.
-We wtorek dostałam zaproszenie na ślub. A od ciebie to kiedy dostanę?
-Ode mnie? Prawdopodobnie wcale, bo Mina stwierdziła, że za mało czasu jej poświęcam i nasz związek nie ma sensu.
-Przykro mi.
-Mi już nie. Powiedziała mi to miesiąc temu.
-Jak ty możesz tu się...Sophie! Jak ty możesz wytrzymać w tym chlewie? I to w dodatku z tym gorszym bratem?
-Właśnie na niego patrzy.- Sophie zaczęła się śmiać. Uwielbiała ich słuchać, gdy się kłócili. Sama miała czwórkę rodzeństwa i była najstarsza, więc doskonale rozumiała Petera.
-Ty mnie lepiej nie denerwuj. Trzeba ją zabrać z tego chlewu, który narobiliście.- oburzony Domen tupnął nogą i już miał otwierać drzwi kiedy odwrócił się, żeby zobaczyć dlaczego się śmieje i w tym momencie przewrócił się- Prawie pół czaszki mi odpadło! Co za głupi, debil zostawił swoje buty w przejściu?
-Ty braciszku.- powiedział Peter przechodząc nad bratem i uważając, żeby Sophie nie spadła z jego rąk.-To co Sophie gdzie cię zanieść?-spytał Słoweniec idąc nadal trzymając Sophie.
-Jak najdalej Peter. Jak najdalej.- powiedziała wpatrując się gęboko w jego oczy.
-A trener co tak na nich patrzy uśmiechnięty?- spytał Jurij.
-My będziemy się jeszcze doskonale bawić na ich weselu.
-Trener dopiero to odkrył? Nie ma to jak doskonały refleks, trenerze.- Tepes poklepał Gorana po ramieniu i wszedł do domu, w którego drzwiach nadal leżał Domen.
***
Ślub Evy i Andreasa odbył się cztery miesiące później niż miał na początku. Sophie słuchała słów przysięgi z uśmiechem. Nie sądziła, że ktokolwiek inny niż Andreas będzie w stanie pobudzić u niej tak silne uczucie. A jednak stało się. I tym kimś został Słoweński skoczek, Peter Prevc. Za pół roku ma odbyć się ich ślub. Może i szybko jakby mogło się wydawać, ale byli szczęśliwi. Peter trzymał rękę na brzuchu Sophie. Tak, wkrótce panna Prevc spodziewa się dziecka, które ma przyjść na świat za siedem miesięcy. Prevc, gdy dotarło do niego, że będzie ojcem zemdlał oczekując na swój skok. Dotarło to do niego po godzinie. A do jego skoków pozostało tylko trzech zawodników. Ubrana w czerwoną sukienkę przetańczyła ze swoim narzeczonym prawie całe wesele. Nikogo nie zdziwiło, że złapała welon, a Peter muszkę.
Jakiś czas później
-Peter do cholery jasnej. Jakim cudem tobie udaje ci się ją uspokoić?- nie dowierzał Freitag, który nie miał pojęcia jakim cudem ten wciągi chwili, samym spojrzeniem i uspokoił Sophie.
-Ma się ten talent.- Prevc poruszył znacząco brwiami, za co dostał ścierką po głowie od swojej żony, która miała już pokaźny brzuszek. Państwo Prevc spodziewali się kolejnego potomka. A właściwie to potomków i to dwóch, ponieważ Sophie i Peter spodziewali się bliźniaków. Chłopca i dziewczynki. W kolejności byli czwartym i piątym dzieckiem. Państwo Prevc posiadali już dwójkę i chłopców i jedną dziewczynkę. I pan Prevc chciałby mieć jeszcze więcej.
-Mamo!-do kuchni przybiegła czteroletnia dziewczynka, z włosami związani w warkoczyka i dużymi niebieskimi oczami.-Mamo, ja chcę skakać jak tata i jak wujek. -dumny tata wypiął pierś.
-Lena, ty będziesz skakać lepiej niż tata.- powiedział Freitag.
-Tak jak wujek Kamil?-dziewczynka z iskierkami w oczach zapytała mamy. Już nie tak dumny tata skarcił wzrokiem śmiejącego się Richarda, co wywołało u niego jeszcze większy śmiech.